Kiedyś moja koleżanka powiedziała do
mnie, pepsi ja twoich rad nie mogę, a nawet nie chcę już słuchać, bo ty
jesteś jakimś pierdolniętym w czaszkę cyborgiem. Zaś ja chociaż uważam,
że w przyjaźni nie należy o sobie za dużo opowiadać, a już na pewno nie
siedzieć w przeszłości, kogo to obchodzi, to jednak w celu wytłumaczenia
się z bardzo nieprawdziwego cyborgostwa mi przypisanego, wyłuszczyłam
jej w skrócie moją drogę, od niezdarnej osoby z nadwagą do dzisiejszej
też przecież bardzo niedoskonałej pepsi eliot.
Państwu natomiast postaram się w pigule składającej się z dziesięciu punktów wyłuszczyć co takiego zyskałam z biegania i co najważniejsze, każdy mógłby z łatwością podobnych przychodów zaczerpnąć.
Wszystkim czytelnikom tego bloga prawdopodobnie jest wiadomo, że bieganie uleczyło mnie, zaznaczam całkiem nieświadomie i mimowolnie z silnej nerwicy lękowej, którą bawiłam się od dziecka „leczonej” farmakologicznymi środkami na uspokojenie, gdzie pierwszy dostałam mając 13 lat. Wiele lat koszmarnego strachu zostało odcięte po czterech miesiącach biegania. Biegam i nigdy paniczne szaleństwo nie powróciło, nawet doszło do tego, że zniknął strach przed tym, że może powrócić. I o tym tak na prawdę jest moja pierwsza książka „Biegam, bo muszę” pisana zawiłym językiem maniaczki kodu, wprawdzie w pierwszej osobie, ale to nie ja jestem jej bohaterką, a jakaś tam dziwna kobieta, lecz jedno od początku do końca jest moje, mój paniczny strach akurat, a potem jego uzdrowienie.
Państwu natomiast postaram się w pigule składającej się z dziesięciu punktów wyłuszczyć co takiego zyskałam z biegania i co najważniejsze, każdy mógłby z łatwością podobnych przychodów zaczerpnąć.
Wszystkim czytelnikom tego bloga prawdopodobnie jest wiadomo, że bieganie uleczyło mnie, zaznaczam całkiem nieświadomie i mimowolnie z silnej nerwicy lękowej, którą bawiłam się od dziecka „leczonej” farmakologicznymi środkami na uspokojenie, gdzie pierwszy dostałam mając 13 lat. Wiele lat koszmarnego strachu zostało odcięte po czterech miesiącach biegania. Biegam i nigdy paniczne szaleństwo nie powróciło, nawet doszło do tego, że zniknął strach przed tym, że może powrócić. I o tym tak na prawdę jest moja pierwsza książka „Biegam, bo muszę” pisana zawiłym językiem maniaczki kodu, wprawdzie w pierwszej osobie, ale to nie ja jestem jej bohaterką, a jakaś tam dziwna kobieta, lecz jedno od początku do końca jest moje, mój paniczny strach akurat, a potem jego uzdrowienie.
